Zastanów się nad konsoilidacją
Oferta kredytowa banków jest jak wiadomo niezwykle bogata: kredyty gotówkowe, konsumenckie, konsumpcyjne, hipoteczne, kredyty dla firm, kredyty remontowe, kredyty konsolidacyjne itd. Ale to właśnie kredyty konsolidacyjne banki upodobały sobie chyba najbardziej i od dawna prowadzą ostrą kampanię konsolidacyjną. Na początek klientom banków należy się wyjaśnienie istoty kredytów konsolidacyjnych. Konsolidacja kredytów to nic innego jak: „rodzaj kredytu lub pożyczki, przeznaczonych na spłatę innych zobowiązań kredytobiorcy. Konsolidacji podlega liczna gama kredytów /gotówkowe, hipoteczne, samochodowa, ratalne/. Podstawową zaleta konsolidacji jest zmiana kilku kredytów na jeden długoterminowy, często o niższym oprocentowaniu. Nie bez znaczenia jest również komfort płacenia jednej raty, a nie kilku w różnych bankach” – tyle sucha formułka. Robi to wrażenie szczególnie na początkujących i nie znających zasad tego rynku – tylko jedna rata i na dodatek mniejsza. Kto z nas nie chciałby płacić niższych rat? Tylko bankowcy najczęściej „zapominają” powiedzieć swoim klientom, że takie kredyty konsolidacyjne spłacane są przez wiele lat, ponieważ są kredytami długoterminowymi. Nie mówią też, że konsolidacja kosztuje, a więc o opłatach bankowych, marżach i prowizjach za kredyty konsolidacyjne oraz, że najczęściej są to kredyty hipoteczne, a więc zastawem jest wpis hipoteki nieruchomości do księgi wieczystej. Kij ma zawsze więc dwa końce i jeżeli jednym z nich bank nas połechce, to z pewnością drugim nam przyłoży. Żaden bank nikomu nigdy nic nie dał, nie daje i nie będzie dawał za darmo. Nie tak dawno głośna była sprawa pewnej emerytki, którą bank wpuścił w konsolidację. Otóż bank ten zafundował jej konsolidację za 8000 złotych. Emerytka miała już jeden kredyt w tym banku i bank zaproponował jej konsolidację oraz wypłatę 4000 tysięcy złotych dodatkowej gotówki. Żywy pieniądz potrafi przemawiać do każdego, więc nieświadoma niczego zgodziła się na tę propozycję. Z kolei bank mając stałe zlecenie z emerytury niczym specjalnie nie ryzykował. Problem był tylko w tym, że nie dość, iż jej zadłużenie wzrosło o prawie 10 000 złotych, to jeszcze bank pobrał sobie w ramach opłat bankowych około 8000 złotych. Pytanie brzmi, jak bank może pobierać prawie 70 procent świadczenia emerytalnego? Według rekomendacji T wysokość raty nie może przekraczać 50 procent miesięcznego wynagrodzenia kredytobiorcy. Sprawa nadaje się tylko pod obrady komisji nadzoru finansowego. Jako ciekawostkę możemy podać, że Komisja Nadzoru Finansowego przygotowuje właśnie nowelizację rekomendacji S, która powinna przytemperować bankowych harcowników.